“Mam wielkie szczęście, że znam tylu wspaniałych tatuatorów, od których mogę zaczerpać wiedzę i których mogę nazywać kolegami i przyjaciółmi” – Bartek Toczek o pracy, pasji i nowych wyzwaniach…

“Mam wielkie szczęście, że znam tylu wspaniałych tatuatorów, od których mogę zaczerpać wiedzę i których mogę nazywać kolegami i przyjaciółmi” – Bartek Toczek o pracy, pasji i nowych wyzwaniach…

TATTOO-MAP: Dobrze wykonana robota ma szansę obronić się sama, ale czasem trzeba jej dopomóc. Studia tatuażu są różne – lepsze i gorsze, mniej lub bardziej znane, jedne „punkowe” , inne bardziej „wyrafinowane”. W wielu z nich niezbędna okazuje się osoba managera. Takim miejscem jest też warszawskie studio Caffeine Tattoo by Bartosz Panas, z którym od lat jesteś związany, właściwie to od ilu?

BARTEK TOCZEK: Kurde, sam już nie wiem, Ci, co mnie znają wiedzą że z pamiętaniem jest u mnie różnie, ale chyba pracuje w Caffeine Tattoo 3 lub 4 lata. Jak to się w właściwie zaczęło, ta współpraca z Bartkiem Panasem, i co było przedtem? -Współpraca z Bartoszem swój zarodek miała w tym, że po prostu się poznaliśmy się w relacji klient – tatuator. Poznał nas wspólny kumpel Bałtrok, którego serdecznie pozdrawiam. Było to równo 12 lat temu. Zresztą ta historia to mega śmieszna opowiastka, ale to chętnie opowiem każdemu zainteresowanemu na jakimś konwencie. Zacząłem się jako nieopierzony (dosłownie łysy jak kolano) podlotek po prostu tatuować u Bartosza. To było jeszcze w czasach gdy nie pracował jeszcze w żadnym studio! Szybko się okazało, że mamy dużo wspólnych zainteresowań i zajawek, lubimy używać życia w podobny sposób, mamy podobne poglądy, a nawet jak się w nich różny to umiemy o tym z szacunkiem rozmawiać, no i obydwaj kochaliśmy tatuaże. Byłem w sumie gdzieś zawsze nieopodal lub blisko na każdym etapie kariery Bartosza. Przed pracą w studio tatuażu parałem się różnymi profesjami od kinooperatora po wikidajłę. Różnie w życiu bywa, w różne strony rzuca nas los. Po pewnym czasie znajomości Bartosz odezwał się do mnie z propozycją jakiegoś wspólnego działania w obszarze tatuażu – dobrze trafił, ja byłem już wypalony pracą w gastronomii rozrywkowej, profesja wykidajły odcisnęła piętno na moim zdrowiu i te dwa czynniki spowodowały, że postanowiłem związać swoją codzienność z pracą przy swojej pasji jaką jest tatuaż.

TATTOO-MAP: Jeszcze ileś lat temu studio, w którym pracujesz liczyło 3/4 tatuatorów? Na guest spoty, te zagraniczne, bardziej się chyba wyjeżdżało niż przyjmowało gościnnych tatuatorów, generalnie branża była mniejsza, popyt był mniejszy, wszystko chyba było bardziej hmmm kameralne? alternatywne? Jako osoba, która jest stałym obserwatorem tego zjawiska, poniekąd jego katalizatorem i beneficjantem zarazem, jak uważasz, jak dużo się zmieniło na przestrzeni kilku lat w kwestii samej sceny, klientów, całego tego – umówmy się – przemysłu?

BARTEK TOCZEK: Nie chcę tutaj pozować na jakiegoś profesora tatuażu, ja jestem prostym chłopakiem, który po prostu się tatuuje od 12 lat, jeździ na konwenty i stara się poszerzać swoją wiedzę o tym zjawisku. Czytam, obserwuję, analizuję – uczestniczę w tym. W branży, tutaj na naszym malutkim polskim poletku, przez te krótkie 12 lat – zmieniło się sporo, nawet ja to widzę, a co dopiero koledzy, którzy dublują mój staż uczestnictwa w tym procesie. Tatuaż stał się bardziej powszechny. Teraz jest to moda, co powoduje, że na tatuaż jest większe “przyzwolenie społeczne”, za czym idzie większy popyt. Są plusy i minusy takiego obrotu spraw. Miecz jest obosieczny. Pojawia się wiele nowinek technicznych, wszystko idzie do przodu jakby był wyścig zbrojeń. Najważniejsze by pamiętać o tym, że ta piękna historia tatuażu zaczęła się gdzie indziej i inaczej. To jest taka dziedzina, w której historia powinna mieć pierwszorzędne znaczenie. Plusów nowej ery jest wiele, o tym zwykle się mówi, więc ja powiem o minusach. Ta hiper powszechność powoduje, że często sam tatuaż rozmienia się na drobne. Za maszynkę chwyta każdy kto ma taki kaprys i wydaje mu się, że jak obejrzał dwa sezony jakiegoś chujowego reality show o tatuażach, to wie już o nim wszystko. Często tatautorom brakuje osobowości, co dla mnie było magicznym dodatkiem dla tej profesji, był jakiś etos tej profesji, to było jeszcze nie tak dawno temu, bo przed 10 laty. Teraz wystarczy, że ubierzesz się jak bardziej znany kolega, zaczniesz wykonywać prace takie same jak on, podziarasz sobie twarz i dłonie i już w oczach jakichś ludzi będziesz uchodził za kozaka. Prawo dziesiątek tysięcy followersów. Przerost formy nad treścią Jednak żeby było słodko-kwaśnie to powiem, że ogólny poziom tatuażu idzie do góry, co cieszy i daje nadzieję, że ewolucja zjawiska oddzieli ziarno od plew.

TATTOO-MAP: Niemal każda profesja ma niewątpliwe plusy i minusy. Osobiście wielokrotnie myślałam sobie: „Co bym chciała robić….? Mogłabym być w sumie managerem studia (bycie tatuatorem odpada – brak wszelkich predyspozycji plastycznych zdyskwalifikował:D ) – cudowna praca, miłe towarzystwo, raczej luźna atmosfera – idealnie” i rzeczywiście, wciąż uważam, że jest to jedno z fajniejszych zajęć, ale wiem już teraz, że jednocześnie potrafi być to bardzo ciężki kawałek chleba. Wydaje mi się, że na sukces studia składa się kilka czynników. Choć na skórach, w mediach, mediach społecznościowych oglądamy często wybitną pracę tatuatora, to za możliwością spokojnego wykonania jej, prezentacją, reklamą, dotarciem do klientów, zawiązaniem z nimi współpracy bardzo często stoi osoba trzecia, taka jak Ty. Na czym przede wszystkim, według Ciebie, polega Twoja rola?

BARTEK TOCZEK: Kurde, wydaje mi się, że tych ról jest kilka. Ogarnięcie całościowe studia, zapewnienie fajnych warunków dla wszystkich odwiedzających studio. Zapewnienie dobrych warunków pracy dla tatuatorów. Opieka nad “klientem”. Porządki. Zamówienia. Zakupy. Okiełznanie codziennego chaosu i próba nadawania mu uporządkowanego biegu. No i edukacja klientów. Odpowiedzi na pytania dlaczego nie można wytatuować “Bitwy pod Grunwaldem” na boku palca.

TATTOO-MAP: Ludzie darzą Cię zaufaniem, zarówno współpracownicy, jak i klienci, polegają na Twojej opinii, ale wiem również, że nie zawsze ta współpraca układa się gładko. Powiedz mi proszę, co w Twojej codziennej pracy jest najtrudniejsze, może męczące? Ale i z drugiej strony, co sprawia, że nawet po ciężkim dniu jesteś w stanie powiedzieć sobie „lubię tę robotę”?

BARTEK TOCZEK: Najtrudniejsze w tym wszystkim chyba jest to, że bardzo często trzeba tłumaczyć jakieś takie elementarne zasady, czy zachowania, które dla mnie są już bezwarunkowo zakodowane w mózgu. Z drugiej strony jest tak, że to jest ta praca u podstaw i potem taki osobnik, który czasem pewnie sobie myśli, że jestem zarozumiały i co ja mu tam pitolę o tym, że nie najlepszym pomysłem jest tatuowanie sobie białym konturem napisu na przedramieniu, za kilka lat wróci pamięcią do naszej rozmowy i to zrozumie.

TATTOO-MAP: Jesteś osobą, która w swoim życiu robiła różne rzeczy, próbowała się w różnych dziedzinach i na różne sposoby, jednocześnie masz i zawsze miałeś bardzo wiele zajawek. Jedną z nich jest nie tylko tatuaż, jako taki, ale i rysunek. Jeszcze parę miesięcy temu mogłabym zadać pytanie „czy nie kusiło Cię kiedyś, aby złapać samemu za maszynkę?” , dziś jednak jest ono już nieaktualne 😀 Złapałeś! Pod okiem bardzo zdolnych kolegów możesz stawiać swoje pierwsze kroki, co więcej nie brakuje wcale (również wśród nich) chętnych do pomocy w roli „dawcy” 😀 Jak długo zbierałeś się z tym pomysłem, ile on w Tobie dojrzewał? -Powiedz mi, jak właściwie do tego podchodzisz? Jest to dla Ciebie pewne urozmaicenie, eksperyment, zaspokojenie ciekawości czy może tatuowanie leży w Twojej perspektywie i w tym momencie traktujesz to jako poważną kolejną ścieżkę rozwoju?

BARTEK TOCZEK: Tatuaż mnie fascynował od najmłodszych lat, czy to jakieś tajemne znaki zrobione kolką na rękach wujka Gienka, czy zdjęcia z zagranicznych pism o motocyklach i tatuażach, czy to jakieś znaki na ciałach rockmanów i wrestlerów. Z wiekiem zapragnęłam posiadać podobne wrzutki i dowiadywać się o nich coraz więcej. Gdy Bartosz rozpoczął pracę w legendarnym Gulestusie prowadzonym przez Darka ( ściskam Cię Dareczku), zacząłem tam przesiadywać jak mebel i chłonąłem pisemka o dziarach. Teraz niejako zajmuję się tym zawodowo. Więc to, że tatuaż traktuję serio i pracuję w bardzo profesjonalnym studio, w mojej głowie wytworzyło potrzebę zgłębiania wiedzy nie tylko w formie teorii. Nie chcę być kanapowym kibicem, nie chcę być jak Faust, który siedzi i czyta książki, a życie toczy się bez jego udziału, ale to jest tylko i wyłącznie moja prywatna jazda, nie jest to konieczne, by dobrze wykonywać obowiązki managera studia. Chyba od samego początku chciałem wykonać na czyimś ciele znaki, które będą tatuażem, więc pomysł pewnie naturalnie dojrzewał we mnie ze 12 lat… Proces tatuowania sprawia mi radość. Bardzo się cieszę, że Bartosz i każdy z moich kolegów i koleżanek ze studia, a także z innych warszawskich (i nie tylko) studiów udzielają mi wsparcia. Mam wielkie szczęście, że znam tylu wspaniałych tatuatorów, od których mogę czerpać wiedzę i których mogę nazywać kolegami i przyjaciółmi. Schlebia mi to że mogę tatuować prawdziwych tatuatorów, bo to w tym świadku oznaka zaufania i choć wiem, że jest to raczej oznaka sympatii z ich strony, a nie uznanie dla moich umiejętności, czy jakości tatuaży wykonywanych przeze mnie, które na razie wyglądają jak średnio udane okazy sztuki naiwnej. Nie mniej jednak, jest to budujące i każdy zrobiony tatuaż jest dla mnie najważniejszy w momencie powstawania, a po jego zrobieniu jest świadectwem mojej determinacji by oswoić sobie tatuaż i wiedzieć o nim jeszcze więcej. Dziękuję wszystkim, którzy pomagają mi i uczestniczą w moim procesie wdrażania się w temat.

TATTOO-MAP: Wiadomo, że tatuaż posiada swoje liczne odmiany, stylistyki. Zdążyłeś opatrzyć się z każdą z nich, nie tylko wykonywaną przez Twoich kolegów ze studia, ale licznych gości z różnych zakątków świata, którzy nieustannie Was odwiedzają. Która osobiście jest Ci najbliższa, którą cenisz sobie najbardziej, bądź po prostu najsilniej do Ciebie przemawia?

BARTEK TOCZEK: Do mnie osobiście najbardziej przemawia tatuaż tradycyjny/oldschoolowy. W moim mniemaniu prostota formy jest czymś wspaniałym i pierwotnym. Taka stylistyka wymaga dużych umiejętności technicznych i świadomości używanego sprzętu, co z podziwem obserwuję u starych mistrzów i doświadczonych tatuatorów w kraju i za granicą. Natomiast jestem w stanie docenić tatuaż z każdej istniejącej szuflady stylistyk, dobry tatuaż to dobry tatuaż. Obroni się sam. Jeśli miałbym podziękować i pozdrowić wszystkich, których spotkałem podczas swojej “tatuażowej przygody”, to brakło by nam tutaj miejsca. Byłaby to lista długa, jak napisy końcowe Gwiezdnych Wojen. Jeśli to czytasz i Cię to ruszyło to znaczy, że chciałbym o Tobie wspomnieć i mam Cię w pamięci pisząc te słowa. Podziękowania należą się Bartoszowi Panasowi za to, że jest moim kumplem przez tyle lat i zaprosił mnie do pracy w branży tatuatorskiej. Pozdrawiam całą ekipę Caffeine Tattoo i każdego jej członka z osobna. Ucałowania dla mojej żony Agnieszki za anielską cierpliwość i dobre serce. Każdy partner, czy partnerka wie, jak ciężko żyć z osobą, która pracuje w tattoo biznesie. Ucałowania dla mamy i braciaka. Zapraszam wszystkich na moje konto na instagramie i na tatuaże 😉 https://www.instagram.com/mr.toczek/

 

========

All photo content was taken from Bartek Toczek’s Social media:

Bartek Toczek fanpage: https://www.facebook.com/bartek.toczek?ref=br_tf

Bartek Toczek Instagram: https://www.instagram.com/mr.toczek/?hl=kn

Caffeine Tattoo by Bartosz Panas fanpafe: https://www.facebook.com/caffeinetattoo/

Caffeine Tattoo by Bartosz Panas Instagram: https://www.instagram.com/caffeinetattoo/?hl=kn

About Maria Smigiel

The first time I set foot in a "tattoo studio", I was 15 years old. This is when my tattoo adventure begun. Fortunately, some time later, I met people to whom, I can confidently call true artists, even if my opinion of artists have been met with a rather large dose of skepticism, as I am strongly against calling just any tattooist an artist . What tattoos do I like the most? Those Good ones. Although I admit that my favourite style is neo-traditional and traditional. After holding the tattoo machine for the first time, I concluded that my first choice of history of art module at university was a much suited career path as apposed to a tattoo artist. For years, I have had the pleasure to surround myself with extremely talented people, not only those who are breaking the conventions, but also the negative stereotypes. These talented people have an incredible amount of knowledge to share. This brief explanation certainly does not reflect in full how truly talented and remarkable these People are, but it gives me the opportunity to introduce to you, those whom I admire before we get to know them a little better.