“Kiedyś ktoś mądrze powiedział, że nie dążąc ciągle do bycia lepszym, uznając, że jest się już wystarczająco dobrym, człowiek zaczyna się uwsteczniać. Wyznaję dokładnie tę samą zasadę…” – Łukasz Smyku Siemieniewicz!!!!

“Kiedyś ktoś mądrze powiedział, że nie dążąc ciągle do bycia lepszym, uznając, że jest się już wystarczająco dobrym, człowiek zaczyna się uwsteczniać. Wyznaję dokładnie tę samą zasadę…” – Łukasz Smyku Siemieniewicz!!!!

TATTOO-MAP: Choć tatuażami interesowałam się odkąd pamiętam – intrygowały mnie, kiedy byłam jeszcze dzieciakiem – jakąkolwiek wiedzę na ten temat zaczęłam zgłębiać ok. 8 lat temu. Wtedy właśnie byłam chyba po raz pierwszy na konwencji – łódzkiej… Media społecznościowe nie były jeszcze taką oczywistością i chyba nie pełniły jeszcze roli takiego głównego narzędzia promocji, nie było Instagrama, ja sama, fb założyłam dopiero z dwa lata później… Było kilka branżowych gazet, w których można było zobaczyć prace różnych tatuatorów – pamiętam jak znajomi dziaracze na nie czekali i kiedy się ukazywały – małym nakładem – szybko biegli do empiku. Tym wywodem zmierzam właściwie do tego, że choć przepływ informacji tych parę lat temu był nieporównywalnie mniejszy, ja doskonale pamiętam, że już wtedy byłeś bardzo znaną osobą w tej branży. Jesteś, Łukaszu, chyba „starym” wyjadaczem, co? 🙂

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Festiwale były dla mnie spełnieniem marzeń. Pamiętam, jak stawiałem pierwsze kroki w dziedzinie tatuażu i jako gość wybrałem się na konwencję. Tyle znakomitych artystów i tatuaży jakie wykonywali, tak dużo się tam działo. I właśnie wtedy, gdzieś w głowie pojawiło się marzenie, by być jednym z nich… By móc godnie reprezentować swój region jako tatuator. Wtedy było to marzenie nieosiągalne dla mnie, bardziej wzdychanie i myślenie jak ja bardzo bym chciał. Tamte czasy nauczyły mnie ogromnej pokory i wytrwałości w tym co robię. Sprawa była prosta, jeśli tego bardzo chcesz, tylko upór, determinacja i ciągła chęć rozwoju cię do tego doprowadzi. Jak tylko udało mi się otworzyć swoje studio postanowiłem zrealizować swoje marzenie… Uważam, że konwencje to stały, nieodzowny element pracy tatuatora. Jeśli kochasz to, co robisz, to się z tym utożsamiasz- z ludźmi, którzy robią to, co ty, z klimatem. Jeśli tworzysz z sercem, to chcesz pokazać to ludziom. Nikt chyba nie chciałby chować obrazów w szafie, jeśli poświeciłby im swój czas. Tak, jak zauważyłaś, styl, klimat tamtych dawnych konwencji znikł bezpowrotnie, jednak nadal jestem od nich uzależniony, nadal to kocham i dopóki zdrowie pozwoli, to będę brał w nich czynny udział.

TATTOO-MAP: Skąd w ogóle pojawił się u Ciebie taki pomysł na życia, wybór takiej, a nie innej ścieżki zawodowej?

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Od kiedy pamiętam, uwielbiałem rysować, szczególnie postacie, twarze, ludzi w ruchu, sceny z filmów. Jako 13 latek, będąc na kaloniach we Włoszech, dorwałem gdzieś w kiosku katalog z przeglądem Włoskich studiów tatuażu i ich prac. Byłem pod ogromnym wrażeniem, że takie obrazy można wykonać na skórze, na tak długie lata. Do końca kolonii wypisałem chyba z 5 flamastrów na skórze moich kolegów robiąc im „sztuczne” dziarki, he he. Gdy wróciłem do domu, w głowie iskrzył się plan: by móc kiedyś się tym zająć, by móc tatuować. Nie myślałem wtedy o tym jak o pracy. Chciałem po prostu móc to robić. Po długich latach, bo dopiero w wieku 18 lat, za wszystkie pieniążki z urodzin kupiłem pierwszy sprzęt. Być może trwało to tak długo z powodu braku wystarczających funduszy, może dlatego, że były to czasy gdzie w Pl można było kupić maszynę w 3 miejscach, a igły trzeba było lutować samemu. Gdzie w internecie nie znalazło się informacji jak tatuować, nie mówiąc o filmach. I tak metodą prób i błędów zaczęła się moja przygoda z tatuażem.

TATTOO-MAP: Jak właściwie wspominasz swoje początki? Obecnie zawód tatuatora stał się dosyć popularną profesją, wiele osób w coraz młodszym wieku chwyta za maszynkę, z pewnością dlatego, że wszystko jest bardziej osiągalne, chociażby sam sprzęt, wiele studiów przyjmuje praktykantów, zdobycie wiedzy i doświadczenia w tym zakresie jest prostsze. Mam wrażenie, że cały ten proces bardzo się uprościł, kiedyś natomiast potrzeba było ogromnego samozaparcia, by móc wykonywać to rzemiosło…

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Początki, jak to początki, były bardzo trudne, a w dodatku u mnie trwały bardzo długo. Niestety nigdy nie miałem nauczyciela, kogoś kto stanąłby nade mną, gdy robiłem dziarkę i wytłumaczył, co jest źle. Jak coś nie wyszło, to nawet nie wiedziałem dlaczego. Pamiętam swój szok, gdy pojechałem na festiwal podpatrzeć co nieco. Jakie było moje zdziwienie widząc prace znakomitych tatuatorów na żywo. „TO TAK MOŻNA?” Wbijanie tuszu, kąt nachylenia maszyny i masa innych elementów, o których nie miałem wcześniej bladego pojęcia. Pamiętam dobrze ten festiwal, chciałem by ktoś podpowiedział mi cokolwiek. I tak udałem się do tatuatora, którego prace mi się podobały i poprosiłem go, by spojrzał na fotki moich tatuaży i coś doradził – co mogę poprawić, zrobić lepiej. Przerzucił 4-5 stron z mojego segregatora i zamknął go… Spojrzał na mnie i ze spokojem powiedział „wiesz co? weź się za coś innego. Nie nadajesz się do dziarania!”. Jak się pewnie domyślasz, dla mnie było już po festiwalu. Wszystko runęło w gruzach. Moje marzenia o tatuowaniu i byciu w tym dobrym rozsypały się. Wróciłem załamany do domu… Myślę, że to była po części przełomowa chwila dla mnie, bo mimo to nie poddałem się. Miałem swój cel i musiałem go osiągnąć! Bardzo dużo dały mi sesje, gdy sam siedziałem na pierwszych tatuażach jako klient. To wtedy udało mi się zaobserwować jak dokładnie wygląda profesjonalizm, oczywiście nie oszczędzałem pytań:) Na szczęście trafiłem na bardzo pozytywnych tatuatorów, jak Tofi czy Panas, którzy chętnie odpowiadali na nurtujące mnie techniczne zagadnienia. Dzisiaj sam staram się pomóc młodym, którzy chcą zacząć lub już zaczęli przygodę z tatuażem i raz na jakiś czas organizuję kursy z teorii i praktyki, w trakcie których, staram się wszystko jak najlepiej wytłumaczyć, podpowiedzieć, pokazać, by mogli tatuować pod moim okiem, a nie musieli uczyć się na własnych błędach. 

TATTOO-MAP: Odkąd tylko pamiętam, wykonywałeś tatuaże realistyczne i chyba lubujesz się w kompozycja sporych rozmiarów. Jesteś przy tym znany z niesamowitego tempa swoje pracy, zdarza się, że prace, którą ktoś inny mógłby nawet dłubać na kilku sesja, Ty tworzysz w parę godzin… Jak to jest możliwe? Lata doświadczenia? Dokładne rozplanowanie całego procesu? Techniczne patenty? 😀

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Jeśli chodzi o moje tempo pracy myślę, że po części każdy z tych czynników ma znaczenie. Jednak dokładnie sam nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Kiedyś pytany o to na festiwalach, śmiałem się, że daje silniki maszynek do tuningu na zwiększanie mocy, he he. Oczywiście to taki żarcik. Pracuję na standardowym, ogólnodostępnym sprzęcie. Jednak myślę, że po części moje prace nabrały tempa po przejściu z cewek na rotacyjne maszyny. Ja po prostu inaczej nie umiem. Nie spieszę się z tatuowaniem i nie umiem sztucznie spowolnić swojego tempa pracy. Tak już mam:) Kiedyś, uczestnicząc już w wielu konwencjach,  pomyślałem, że skoro czasowo to wygląda ok, czemu by nie zrobić komuś większej dziarki, niż przeciętnie spotykane na festiwalach? I tak właśnie zrobiłem: zabrałem swojego kolegę, który był bardzo odporny, wręcz lubił uczucie tatuowania, na konwencje do Poznania i tam zrobiłem swój pierwszy półrękawek na raz. Myślę, że to był kolejny przełomowy moment, bo dziś wiele osób kojarzy mnie właśnie z dużych kompozycji, wykonywanych w jeden dzień konwencji. Dziś mogę Ci powiedzieć, że uwielbiam tak duże prace, bo wiem, że pojechałem na konwent i dałem z siebie 100%, że zagospodarowałem ten dzień na maxa:) Ciągle staram się podnosić sobie poprzeczkę. I tak na festiwalu w Warszawie 2016, razem z moim modelem Tomachą, podjęliśmy wyzwanie, że zrobię mu półnogawkę w jeden dzień konwencji… Po 8,5 godzinach udało się. A komentarze ludzi, gdy model wszedł na scenę pokazać tatuaż, że to FAKE, oszustwo i połowa na pewno była robiona w domu, dodają mi jeszcze większej energii do dalszego działania:) 

TATTOO-MAP: Wykonujesz prace zarówno w czerni, jak i kolorowe, czy któreś kolorystyczne rozwiązania są bliższe Twojemu sercu, czy z każdą paletą pracuje Ci się równie swobodnie?

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Dużo więcej prac wykonuje w czerniach. Wynika to jednak z zapotrzebowania moich klientów. Sam osobiście pewnie bym się nie zdecydował gdybym miał wybrać czy wole pracować w kolorach czy czerniach. Obydwie te techniki dają mi ogromną frajdę. Myślę, że dużo uzależnione jest od skóry klienta , nie każda nadaje się do koloru. Jeśli ktoś jest bardzo ciemnej karnacji, sam nieraz sugeruję, że lepiej będzie zrobić to w czerniach. Innym razem ktoś daje pomysł na projekt, który chciał zrobić w czerniach, a okazuje się, że w kolorze zagra to dużo lepiej. 

TATTOO-MAP: A jak wygląda Twoja współpraca z klientem? Wolisz, gdy zdają się na Ciebie, czy raczej projekty powstają na drodze wspólnych rozważań?

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Bardzo często powstają w porozumieniu z klientem. Oczywiście, dużo lepsze jest dla mnie, gdy dostaję wolną rękę. Kiedy mogę zgrać wszystko ze sobą w projekcie tak, jak to czuję, kiedy nic mnie nie ogranicza. 

TATTOO-MAP: Co przede wszystkim stanowi źródło Twoich inspiracji, co stymuluje cały ten proces?

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Myślę że nie powiem nic nowego, ale wszystko dookoła stanowi inspirację. Kiedy ktoś ma artystyczną duszę, nie trzeba dużo:) Czasem widzę fotografię i wiem już, co dodałbym do niej, by stworzyć z tego ciekawy tatuaż. Innym razem to, co mnie otacza staje się ciekawą częścią pomysłu na tatuaż. Również dobry film jest wspaniałą inspiracją, tym bardziej dla kogoś, kto jest kinomanem. Naprawdę dużo kina jest w moim życiu:) A czasem można obudzić się z nową wizja na tatuaż. Jak to w każdej artystycznej dziedzinie, jeśli dopadnie wena, można by tworzyć bez końca.  

TATTOO-MAP: A motywy, które wykonujesz najchętniej? Jakie tematy sprawiają Ci największą radość i przynoszą największą satysfakcję?

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Jak pewnie zauważyłaś, przeważającą część moich tatuaży stanowią wizerunki kobiet, często w połączeniu z jakimś motywem. Nie zamykam się oczywiście na jakiekolwiek inne tematy, ale kobiece piękno fascynowało mnie od lat i może właśnie dlatego czuję się niesamowicie szczęśliwy mogąc wyrazić je w tatuażu. Uwielbiam również mroczną tematykę, co idzie zapewne w parze z ogromem horrorów, jakie obejrzałem w życiu:) 

TATTOO-MAP: Powiedz mi, mając tyle lat doświadczenia na swoim koncie – owocnych lat, liczne nagrody uhonorowujące włożony wysiłek, do czego dalej się dąży? Czy możliwe jest osiągniecie uczucia spełnienia czy jest to nieustanne próbowanie siebie, swoich sił i umiejętności? Czy po tylu latach pojawiają się jeszcze wątpliwości?

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Kiedyś ktoś mądrze powiedział, że nie dążąc ciągle do bycia lepszym, uznając, że jest się już wystarczająco dobrym, człowiek zaczyna się uwsteczniać. Wyznaję dokładnie tę samą zasadę. Dlatego stawiam przed sobą ciągle nowe cele, chcąc doskonalić swoje umiejętności, być lepszym… Oczywiście doceniam to, co już za mną. Daje mi to niesamowitą energię, by iść ciągle na przód i wiarę w to, że jeśli czegoś bardzo chcemy i mamy dość silnej woli by o to walczyć, to możemy spełnić każde marzenie!

TATTOO-MAP: Co robisz, kiedy nie tatuujesz? Jest coś jeszcze, co Cię pochłania, pozostaje w ogóle czas na cokolwiek? 🙂

ŁUKASZ SIEMIENIEWICZ: Od kiedy w wieku 3 lat obejrzałem Mad Maxa, kręciły mnie motocykle i to te nieseryjne. Od półtora roku udaje mi się realizować plan związany z tymi właśnie zainteresowaniami. Projektuje i przerabiam z moim tatą motocykle w stylu Cafe Racer, Bobber itp. Razem również jeździmy, jest to nasza wspólna pasja i naprawdę satysfakcjonujący jest fakt, że to, co miało się wcześniej w głowie przybiera realną formę, że można tchnąć nowe życie w taką maszynę, która była już dawno zapomniana. Zawsze staram się dołożyć do nich troszkę sztuki i większość maluję aerografem, którym zaraziłem się od Cejna:) Także traktuję to nadal jako formę sztuki, tylko w troszkę innym wydaniu. 

 


 

All photo content was taken from Łukasz Siemieniewicz’s Social media:

Łukasz Siemieniewicz fanpage: https://www.facebook.com/profile.php?id=100000447434893

Dead Body Tattoo : https://www.facebook.com/Dead-Body-Tattoo-268499036515405/

Dead Body Tattoo: https://www.instagram.com/dead_body_tattoo/

About Maria Smigiel

The first time I set foot in a "tattoo studio", I was 15 years old. This is when my tattoo adventure begun. Fortunately, some time later, I met people to whom, I can confidently call true artists, even if my opinion of artists have been met with a rather large dose of skepticism, as I am strongly against calling just any tattooist an artist . What tattoos do I like the most? Those Good ones. Although I admit that my favourite style is neo-traditional and traditional. After holding the tattoo machine for the first time, I concluded that my first choice of history of art module at university was a much suited career path as apposed to a tattoo artist. For years, I have had the pleasure to surround myself with extremely talented people, not only those who are breaking the conventions, but also the negative stereotypes. These talented people have an incredible amount of knowledge to share. This brief explanation certainly does not reflect in full how truly talented and remarkable these People are, but it gives me the opportunity to introduce to you, those whom I admire before we get to know them a little better.