JAMES ARTINK – zdecydowanie jeden z najzdolniejszych przedstawicieli młodego pokolenia tatuatorów – opowiada o pracy, pasji i dążeniu do celu!!!

JAMES ARTINK – zdecydowanie jeden z najzdolniejszych przedstawicieli młodego pokolenia tatuatorów – opowiada o pracy, pasji i dążeniu do celu!!!

TATTOO-MAP: James, pamiętam naszą krótką rozmowę, w której wspomniałeś, że Twój staż pracy nie jest wcale bardzo długi, w co aż trudno uwierzyć…. Powiedz mi, ile to już lat trudnisz się tym rzemiosłem? 😉

JAMES ARTINK: Hey 😉 Wiesz, tak naprawdę jest mi to ciężko dokładnie stwierdzić, miałem epizod związany tatuowaniem jakieś 5-6 lat temu, gdzie tak naprawdę, nie myślałem nawet o tym, że będę to robił zawodowo. Miałem do tego kilka podejść, ale w momencie, gdy coś mi nie wychodziło, nie próbowałem tego dalej, i rzucałem to na kolejne kilkanaście miesięcy. Nie można powiedzieć, że skoro ktoś, 15 lat temu raz jeździł na nartach, to od 15 lat ma doświadczenie 😉 Myślę, że czas, który zaliczam do swojej „kariery”, to ok 4 lata, kiedy przyjął mnie to pracy jeden z wrocławskich salonów i tak naprawdę w nim zdobywałem swoje pierwsze szlify i odniosłem pierwsze porażki. Aczkolwiek, tak naprawdę, dopiero wrocławski Rock’n’Roll, w którym jestem od 2 lat oraz praca z najlepszymi artystami, pomogła mi w bardzo krótkim czasie się rozwinąć.

TATTOO-MAP: Dziś już wiadomo, że przy plastycznych umiejętnościach tatuowanie wydaje się jednym z najrozsądniejszych wyborów. Nie ukrywajmy, że nawet pod względem finansowym jest to bardziej bezpieczny zawód, niż bycie malarzem, rzeźbiarzem ect… – nie umniejszając oczywiście, są to piękne rzemiosła, jednak dziś stety/niestety więcej jest chętnych na tatuaż, niż zakup obrazu. Nie zawsze jednak była to tak oczywista i popularna droga plastycznego rozwoju. Co wpłynęło na Ciebie, że postanowiłeś zabrać się za tatuowanie?

JAMES ARTINK: Heh, wiesz, myślę, że czasy się po prostu zmieniły i ludzie teraz – jakby nie patrzeć – również kupują obrazy, z tym, ze na skórze 😉 wracając do twojego pytania, od zawsze wiedziałem, że chciałbym robić coś „swojego, innego”,  nawet za dzieciaka. Jestem indywidualistą i ciężko mi było przyjąć do wiadomości, że jak dorosnę będę musiał pracować na etacie większość swojego życia, wziąć kredyt i niekoniecznie robić to, co lubię, bo niestety takie jest życie. Chciałem robić coś, co będzie sprawiać mi mega radochę i będę miał z tego przyjemność. Chociaż wtedy nie myślałem, że będę akurat tatuował. Pamiętam, że tak naprawdę to był przypadek, chciałem mieć tatuaż i poszukiwałem kogoś, kto się tym zajmuje. Po wszystkim, gdy już miałem swoją pierwszą „dziarę” zainteresował mnie ten temat od strony technicznej, bardziej chciałem wiedzieć, jak to działa itd., dla czystego zaspokojenia ciekawości, może niekoniecznie, żeby to robić. Pewnego dnia po prostu uznałem, że zbuduję swoją pierwszą maszynę i samym sukcesem dla mnie było już to, że w ogóle działała i igła się poruszała 😉 Potem kolega starał się mnie namówić na wykonaniu tatuażu. I tak po kilku tygodniach suszenia mi głowy zrobiłem jeden, drugi, trzeci i jakoś to dalej poszło…. 😉 to tak w większym skrócie.

TATTOO-MAP: Jak wspominasz swoje początki? Co było dla Ciebie najtrudniejsze?

JAMES ARTINK: Myślę, że tutaj odpowiedź będzie podobna do spostrzeżeń innych moich kolegów. Dostęp do wiedzy technicznej był najtrudniejszy. Ciężko było dowiedzieć się, jak głęboko wbijać, jakich farb używać, czy to, w którą stronę machać ręką, gdzie tak naprawdę większość salonów czy osób się tym zajmujących trzymała tę wiedzę szczelnie dla siebie i nikt nie chciał się nią dzielić. Drugim aspektem był sprzęt, na który po prostu nie było mnie stać, dlatego pracowałem na ochronie i za większość wypłaty kompletowałem sprzęt, który tak naprawdę mi się nie zwracał, bo tatuaże robiłem za darmo, aby moc zdobyć jak największe doświadczenie. A wiadomo, że jak tatuaż jest za darmo, to zawsze się ktoś znajdzie na „testy”

TATTOO-MAP: Dziś oglądam Twoje prace i powiem Ci tak, ciężko nie być pod ich ogromnym wrażeniem… Bez wątpienia ich korzenie sięgają realizmu, ale chyba niekoniecznie chodzi Ci o wierne odwzorowywanie rzeczywistości, fotografii itp? Widać w nich dużo fascynacji surrealistycznymi kompozycjami, kolorystycznym, mocnym kontrastem, ale też niekiedy pewną malarskość. Opowiedz coś proszę o tym, co wykonujesz, co najbardziej lubisz przeplatać w swoich pracach, co do nich przemycać?

JAMES ARTINK: Miałem w swoim życiu taki moment, że naprawdę chciałem robić tatuaże „kropka w kropkę” ze zdjęcia. I głównie tak uczyłem się dziarać, ale nie potrzebowałem dużo czasu, aby zrozumieć, że nie robię nic innego, jak tylko kopiowanie fotografii z internetu, Fakt, dalej lubię zrobić wizerunek sowy czy innego zwierzaka, jednak wolę dodać zawsze coś od „siebie’’, .Myślę, że doświadczenie, praca z moimi kolegami, czy oglądanie swoich prac po latach, dała mi do zrozumienia, że takie „wycyckane” tatuaże, z każdą kreską i kropką, po latach nie wyglądają tak efektownie, jak w dniu zrobienia. Od zawsze, gdy malowałem, starałem się, aby wszystko było mega płynne, gładkie i tak samo staram się pracować 😉 Nawet na lekcjach rysunku zawsze dostawałem reprymendy, ze rozcieram ołówek i nie robię faktur, czy surowych szkiców. W moich pracach stawiam głównie na bardzo duże kontrasty. Wychodzę z założenia, że nigdy nie jest za dużo czarni i bieli 😉 Lubię mocne, jaskrawe barwy, które z daleka rzucają się w oczy. Ciężko też mi powiedzieć, co lubię przeplatać w projektach, bo tak naprawdę ciągle jeszcze szukam czegoś swojego, charakterystycznego…

TATTOO-MAP: Jest wielu tatuatorów (oczywiście, głównie, gdy mówimy o tych poruszających się w stylistyce około-realistycznej), którzy najswobodniej czują się w czerniach, szarościach, są i tacy, którzy wierni pozostają żywym kolorom. W Twoim przypadku, ma się wrażenie, że nie odgrywa to większej roli, a mam tu na myśli fakt, że świetnie odnajdujesz się we wszelkich rozwiązaniach kolorystycznych, a z tego, co się orientuję nie każdy wyczuwa szarości i kolory z tą samą pewnością. Jak to jest więc z Tobą i tymi kolorami, ich brakiem itp?

JAMES ARTINK: Myślę, że można śmiało powiedzieć, iż w moim przypadku czarno-białe prace, to tak naprawdę kolor. Robię je taką samą techniką, dodając czasem np. niebieskich odcieni, co daje efekt „metalicznej” poświaty. Więc jakby nie patrzeć, robię tylko kolorowe prace 😉 Zależy jak ktoś to zinterpretuje. Chociaż, często zdarza mi się w jednym projekcie łączyć szarości, jak i jaskrawe kolory.

TATTOO-MAP: Skąd właściwie czerpiesz swoje inspiracje, co Ci ich dostarcza?

JAMES ARTINK: Troszkę trudne pytanie, bo tak naprawdę inspiracją do projektu może być wszystko. W moim przypadku największą rolę, chyba odgrywają klienci, którzy przychodzą ze swoimi pomysłami, chociaż czasem zdarza się i tak, że wyjdę na rower i nagle w głowie rodzi mi się pomysł na coś, po czym robię wolny projekt do wzięcia i wtedy jest już czysty „spontan”. Nie zamykam się w jednym pomyślę, czasem coś wytnę, coś dodam, mieszam style dodając coś od siebie. Żyjemy w dobie internetu, gdzie tak naprawdę możemy znaleźć milion zdjęć od fotografów. Często poszukując referencji do projektu, trafię przypadkiem na zdjęcie, które ma w sobie to „cos” i wykorzystam je w czymś innym 😉

TATTOO-MAP: A gdy mowa o byciu tatuatorem, co w tej „profesji” cenisz sobie najbardziej? Dla mnie wiąże się ona z niesamowitymi możliwościami, chociażby niekończącymi się podróżami, ale to jeden z plusów, myślę, że jest ich o wiele więcej.

JAMES ARTINK: Plusów jest bardzo dużo, ale taką najważniejszą kwestią dla mnie, jest wolnosć, brak schematów i to, że każdego dnia robię coś innego 😉 Brak szefa nad głową, który mówi, że nie wyrabiam normy :d heh. Na pewno bezcenna jest też praca z bardzo kreatywnymi ludźmi, kontakt z nimi, wymiana doświadczeń, jak i wyjazdy do innych artystów w celu zdobycia większej wiedzy. I to, że temat tatuowania jest ciągle obecny, rozmowa o tym nigdy się nie nudzi ;).

TATTOO-MAP: Z tego, co wiem, masz 25 lat, a to znaczy, że w bardzo krótkim czasie przemierzyłeś bardzo długą drogę, ale również, że wiele jeszcze przed Tobą, a co za tym idzie – ogrom możliwości, co zatem planujesz? 🙂

JAMES ARTINK: Plany zawsze są 😉 ale życie jest pełne niespodzianek i tak naprawdę czas pokaże. Póki co, najważniejszą rzeczą jest dla mnie podniesienie poziomu technicznego i jakości swojej pracy oraz znalezienie mojego własnego stylu, który będzie charakterystyczny 😉 a co będzie dalej, tego tak naprawdę nie wie nikt.

 

=============================

All photo content was taken from James Artink’s Social media:

James Artink fanpage: https://www.facebook.com/JamesArtink

James Artink Instagram: https://www.instagram.com/james_artink/

R’n’R Wrocław : https://www.facebook.com/wroclaw.tattoo/

R’n’R Wrocław: https://www.instagram.com/rocknroll_tattoo_wroclaw/

About Maria Smigiel

The first time I set foot in a "tattoo studio", I was 15 years old. This is when my tattoo adventure begun. Fortunately, some time later, I met people to whom, I can confidently call true artists, even if my opinion of artists have been met with a rather large dose of skepticism, as I am strongly against calling just any tattooist an artist . What tattoos do I like the most? Those Good ones. Although I admit that my favourite style is neo-traditional and traditional. After holding the tattoo machine for the first time, I concluded that my first choice of history of art module at university was a much suited career path as apposed to a tattoo artist. For years, I have had the pleasure to surround myself with extremely talented people, not only those who are breaking the conventions, but also the negative stereotypes. These talented people have an incredible amount of knowledge to share. This brief explanation certainly does not reflect in full how truly talented and remarkable these People are, but it gives me the opportunity to introduce to you, those whom I admire before we get to know them a little better.