“Dziękuję każdemu, kto miał okazję znaleźć się u mnie pod igłą, każdemu, kto służył mi dobrą radą, ale i tym, którzy starali się mnie zbić z tropu – nie dam się tak łatwo ;)” – Aleksandra Kozubska – osoba z talentem, potencjałem i entuzjazmem godnym pozazdroszczenia!

“Dziękuję każdemu, kto miał okazję znaleźć się u mnie pod igłą, każdemu, kto służył mi dobrą radą, ale i tym, którzy starali się mnie zbić z tropu – nie dam się tak łatwo ;)” – Aleksandra Kozubska – osoba z talentem, potencjałem i entuzjazmem godnym pozazdroszczenia!

 

TATTOO-MAP: Pamiętam Twoje „oficjalne” początki, gdy pojawiłaś się w ekipie łódzkiego studia Od Świtu Do Zmierzchu, to było chyba jakieś hmm 5 lat temu? Dobrze liczę?

ALAKSANDRA KOZUBSKA: Dokładnie mówiąc 24 września 2012 roku ? zapamiętam tą datę do końca życia!

TATTOO-MAP: Słowo „oficjalne” padło, ponieważ, o ile się nie mylę, nie byłaś już wtedy osobą, która stawiała pierwsze kroki. Dobrze pamiętam, że uwagę Sebastiana – właściciela studia, przykuła przede wszystkim Twoja precyzja i duże skupienia na aspektach technicznych. Kiedyś jednak musiałaś zacząć od zera i trzymać maszynę w dłoni po raz pierwszy, kiedy to było i jak to się u Ciebie zaczęło?

ALAKSANDRA KOZUBSKA: Właściwie to byłam, tatuowałam wtedy trochę ponad pół roku „tatuowałam” – bo tu należy użyć dużego cudzysłowu. Wszystko zaczęło się od mojego (na tamtą chwilę) przyjaciela, bo tak mam nadzieję, ze mogę go nazwać, który sam zaczynał swoją przygodę z fachem, teraz już mojego chłopaka Jarka Goraja Gorajka.

Od kiedy sięgam pamięcią zawsze lubiłam rysować. Rysować, malować, tworzyć różne rzeczy własnymi rękoma, jednak kiedy pewnego dnia posadził mnie przed sztuczną skórą nie wiedziałam, czy sobie ze mnie żartuje czy poważnie sądzi, że się do tego nadaje. Miałam co prawda już jeden tatuaż, ale poza tym, że to trochę boli, nie wiedziałam kompletnie nic. Jarek jednak nie dawał za wygraną, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Na tamtą chwilę wszystko wydawało mi się takie skomplikowane, setki igieł, rozmiarów, cały asortyment to była dla mnie jakaś czarna magia. Mieliśmy jednak szczęście, ponieważ dzięki radom kilku znajomych oraz temu, co udało nam się znaleźć w intrenecie, szybko ogarnęliśmy temat ?
Wykorzystywałam każdą możliwą chwilę na ćwiczenia, z czasem ze sztucznej skóry przerzuciłam się na świńską, ale nadal nie byłam do końca pewna, czy to zajęcie dla mnie. Nie pamiętam dokładnie na jakim etapie nauki byłam kiedy postanowiłam rzucić studia, pamiętam za to, że bardzo to przezywałam – bo przecież co to będzie, jeśli podejmuję złą decyzję? Moja rodzina o dziwo bardzo mnie wspierała, moja Mama wraz z Ciocią to wspaniałe kobiety, potraktowały moje nowe życiowe plany poważnie i to właśnie one zgodziły się jako jedne z pierwszych na oddanie mi kawałka swojej skóry.

TATTOO-MAP: Co do precyzyjności – to prawda, zawsze zwracałam uwagę na detale – wszystko co rysowałam musiało być perfekcyjne – linie, cieniowania, pilnowałam aby wszystko było „czyste” i czytelne.

ALAKSANDRA KOZUBSKA: Na początku wydawało mi się, że najlepiej sprawdzę się w stylu tradycyjnym, jednak szybko zorientowałam się, że mam do tego zbyt lekką i kobiecą rękę. Zabrałam się więc za linework i neotraditional, nie wiedząc wtedy nawet, ze ten styl posiada jakąś konkretną nazwę. Początkowo tatuowałam najbliższych, pierwsza jak już wspomniałam była moja mama – cóż to było za przeżycie ? Nie wiem która z nas była bardziej przerażona, jednak koniec końców obie mogłyśmy być z siebie dumne! Tatuowałam całe 3 godziny, wypełniłam mojej biednej mamie zaledwie połowę maleńkiego tatuażu, używając najcieńszej igły jaką miałam. Przy drugiej połowie poszło szybciej, bo zorientowałam się, ze to chyba jednak nie powinno iść tak wolno. I tak z tatuażu na tatuaż, wyciągałam nowe wnioski, kombinowałam, wkładałam całe serce w każdą linię, a kiedy coś mi nie wychodziło strasznie to przeżywałam. Do dziś mam wrażenie, że się tego nie wyzbyłam – nie ma takiego dnia w pracy żebym nie czuła nad sobą presji, bo przecież nie mogę pozwolić sobie na żaden błąd. Uczę się po dziś dzień, nabieram doświadczenia i przeżywam tak samo jak kilka lat temu kiedy coś nie idzie po mojej myśli…. jestem również bardzo krytyczna wobec siebie samej, co uważam akurat za dobrą cechę.

Wracając do tego jak znalazłam się w Od Świtu do Zmierzchu – pewnego dnia Sebastian, mój przyszły szef umówił się do mnie na tatuaż. Oczywiście na początku nie wiedziałam, że jest właścicielem studia, które z resztą miałam okazję już kilka razy odwiedzić.
Nie byłam nigdy typem osoby, która ma odwagę prosić o pomoc – nadal nie jestem. Nigdy nie miałam odwagi iść do studia i zapytać o możliwość odbycia praktyki, sądziłam, że to jeszcze nie pora. Może właśnie dlatego nie wiedziałam kto jest w tym towarzystwie kim, znałam dosłownie kilka osób z imienia, nic więcej.
Kilka dni przed sesją, dowiedziałam się kogo będę tatuować i mina mi zrzedła ? Byłam przerażona!
Nie było jednak tak źle, robiłam w końcu „tylko” napis na dłoni… i dałam radę, Sebastian nie urwał mi głowy, zaproponował mi za to pracę – nie zastanawiałam się długo bo nie mogłam trafić lepiej. Uważam, że mam wyjątkowe szczęście do ludzi i do miejsc w jakich znajduję się w odpowiednim momencie.
Niedługo później byłam już częścią załogi, cieszyłam się i byłam przerażona jednocześnie. Nagle okazało się, że mnóstwo rzeczy, które do tej pory robiłam, robiłam albo źle, albo niepotrzebnie utrudniałam sobie pracę. W ciągu miesiąca nauczyłam się więcej, niż przez ponad poł roku siedzenia w domu, studio zapewniało mi klientów praktycznie codziennie, także miałam szanse rozwijać się o wiele szybciej, niż siedząc w domu.

TATTOO-MAP: Jak to było, być młodą, delikatną dziewczyną, która nagle zajęła się – stereotypowo – typowo męską profesją i to właśnie z takim gronem musiała pracować. Łatwo było się w tym wszystkim odnaleźć?

ALAKSANDRA KOZUBSKA: Było dziwnie, trochę strasznie. Pamiętam moją rozmowę z Jarkiem, kiedy to jeszcze nie umiałam dobrze trzymać maszynki w ręku, na temat tego jak będą postrzegać mnie ludzie. Szara myszka, w różowym sweterku i leginsach… martwiłam się, że nikt nie potraktuje mnie poważnie – szczególnie ta męska część klientów. Pięć lat temu na scenie tatuażu nie było tylu kobiet, pamiętam jak w 2010 roku (kiedy to jeszcze nie spodziewałam się, że sama będę tatuować) sama szukałam dziewczyny, która zrobi mi mój pierwszy tatuaż i nie było łatwo. W moim rodzinnym mieście, Łodzi, pracowały wtedy może dwie tatuatorki, postanowiłam więc poszukać dalej, aż w końcu trafiłam na Agnieszkę „Agrypę” Rypińską. Bardzo mi wtedy zaimponowała, normalna, delikatna dziewczyna, pamiętam, że pytałam czy sama ma jakieś tatuaże, bo na pierwszy rzut oka nie było ich widać ? W chwilach zwątpienia, a było ich mnóstwo, przypominałam sobie o tym, że nie powinno liczyć się to jak wyglądam, ważne jest to, co robię i jak to robię ?

TATTOO-MAP: Tworzysz w stylistyce, chyba trzeba było by powiedzieć – neotradycyjnej, choć nie jest to typowy przykład neotraditionala – pojawia się u Ciebie sporo rozwiązań potraktowanych w malarski sposób, akwarelowy, bardzo ozdobny. Opowiedz proszę coś więcej o tym, co robisz 🙂

ALAKSANDRA KOZUBSKA: Tak, ładnie to ujęłaś. Długo szukałam czegoś, co będzie po prostu moje, przechodziłam przez różne style, wciąż mam wrażenie, że nie do końca odkryłam samą siebie w moich pracach, myślę, że to dlatego, że tatuuję stosunkowo niedługo. Na chwilę obecną skupiłam się na lineworku, dotworku i tak jak wspomniałaś mieszance neotraditionalu z odrobiną artyzmu. Jednak gdzieś w środku czuję, że to nie koniec moich poszukiwań i nadal będę ewoluować i za kilka lat, mam nadzieję, widząc jedną z moich prac ludzie będą w stanie powiedzieć – tak, to na pewno robiła Ola Kozubska! 😀

TATTOO-MAP: Opowiedz mi coś o Twoich ulubionych motywach, do jakich projektów siadasz z największa ochotą? Mam nieodparte wrażenie, że są to zwierzaki, które wykonujesz nie tylko na prośbę klientów, ale są to również główni bohaterowie Twoich rysunków, zgadza się?

ALAKSANDRA KOZUBSKA: I znów masz całkowitą rację.
Kocham zwierzęta, kocham naturę. Uważam, że to najwdzięczniejszy motyw do tatuowania, rysowania, malowania i do życia w ogóle. Wiesz zapewne, że kiedy tylko mogę staram się organizować różne akcje na rzecz zwierzaków, mam chyba na tym punkcie małego bzika.
W dodatku wszystkie tatuaże, które sama na sobie noszę posiadają motywy zwierzęce lub roślinne, także kiedy miniecie na ulicy kogoś obtatuowanego w same koty, psy i lisy – tak, to właśnie ja 😀

TATTOO-MAP: A czy jest coś, czego robić nieznosisz lub czy istnieje motyw, który wykonywałaś już tyle razy, że nie możesz nawet o nim słuchać?

ALAKSANDRA KOZUBSKA: To nawet nie do końca jest tak, że nieznoszę, po prostu niektóre rzeczy nie są dla mnie. Maori, tatuaże polinezyjskie… Naprawdę podziwiam i darzę ogromnym szacunkiem osoby, które zajmują się tym na co dzień. Wydaje mi się, że to jeden z bardziej wymagających stylów w tatuowaniu, zarówno technicznie jak i logistycznie, moja głowa nie dałaby z tym rady na dłuższą metę. Na jednej z konwencji miałam okazje widzieć kilka zagojonych prac od Agnieszki Kulińskiej (Avalan Tattoo) – były przepiękne, idealne, naprawdę chylę czoła.
Nie miałam natomiast nigdy żadnego problemu żeby zrobić dziesiąty raz w miesiącu ten sam symbol, jednak teraz nie mam na to najzwyczajniej czasu, czasem wcisnę jakieś maleństwo przy okazji większej sesji, nawet jeśli to znak nieskończoności – serio
?

TATTOO-MAP: Czy w tej branży udało Ci się spotkać osoby, które wywarły szczególny wpływ na Ciebie, Twoją pracę, to, gdzie się obecnie znajdujesz, na to jak kształtowała się Twoja droga? Mam na myśli również takie kwestie światopoglądowe, podejście do tego, jakby nie patrzeć, specyficznego i wymagającego zawodu?

ALAKSANDRA KOZUBSKA: Ciężko mi powiedzieć, z jednej strony mogłabym tu wymienić cały szereg osób, które były dla mnie swojego rodzaju mentorami – Sebastian, mój szef z Od Świtu do Zmierzchu, który ganiał mnie za każdym razem kiedy robiłam coś nie tak, mój chłopak, którego obserwowałam na co dzień, dzięki któremu odważyłam się pojechać w końcu na pierwszego guest spota, który nieustająco powtarza mi, że jestem dobra w tym co robię, kiedy mam gorsze dni. Jeszcze dwa lata temu nie spodziewałam się, że kiedykolwiek wyjadę gościnnie do jakiegoś studia, dobrego studia, a teraz dzięki ludziom, których w nich poznaję otwierają mi się oczy na to, ile jeszcze przede mną, ile pięknych miejsc do zobaczenia, wspaniałych osób do poznania. Mój zawód jest ciężki, jeśli wkłada się w niego całe serce, jednak jest absolutnie wspaniały, bo dzięki niemu mam przed sobą rzekę możliwości i marzeń do spełnienia.
Nie jestem chyba w stanie wymienić każdego z osobna, wiem jednak, że wiele napotkanych w moim życiu osób związanych w jakiś sposób z tatuowaniem wywarło na mnie pewien wpływ, nawet jeśli nie udało mi się ich poznać osobiście.

Z drugiej strony, tej bardziej duchowej niż artystycznej, staram się postępować zgodnie z samą sobą. Nie raz dostałam przez to po dupie, bo zawsze starałam się zadowolić wszystkich naokoło, jednak ten bolący tyłek nauczył mnie, że tak się nie da. Staram się robić, co do mnie należy, uszczęśliwiać ludzi, nie wchodzić nikomu w drogę i być po prostu dobrym człowiekiem ?
Pewnego dnia stanę przed lustrem i nie będę miała sobie nic do zarzucenia, taki mam właśnie plan.

TATTOO-MAP: Zapytałam Cię o to, ponieważ odnoszę wrażenie, że pewien całościowy postęp dokonał się u Ciebie bardzo sprawnie, zaskakująco sprawnie. Od samego początku Twoje prace cieszyły się dużym zainteresowaniem, bardzo szybko zaczęłaś zdobywać nagrody na konwentach, ostatnio miałaś nawet okazję zostać jurorem na jednej z nich, a co więcej – i chyba przede wszystkim – niedawno otworzyłaś własne studio! To chyba sporo osiągnięć i sporo wyzwań jak na kilka lat, nie? 😉

ALAKSANDRA KOZUBSKA: Myślę, że to dlatego, że zawsze starałam się dać z siebie wszystko, niezależnie od tego jak bardzo byłam zestresowana i zmęczona. Zawsze jestem miła dla ludzi, taka po prostu jestem, niezależnie od tego z kim mam do czynienia, każdy zasługuje na trochę uśmiechu. Mam wrażenie, że ludzie to doceniają. Lubię rozmawiać z moimi klientami, może to dodatkowo wzbudza zaufanie, nie tylko w kwestii tatuowania, to bardzo ważne, żeby czuli się przy mnie swobodnie i w miarę możliwości bezpiecznie, kiedy stoję nad nimi z igłą 😀
Ach i taaak, tegoroczny konwent w Poznaniu! Kiedy Jarek powiedział mi, że dostaliśmy taką propozycję uznałam, że sobie ze mnie żartuje. Byłam naprawdę zaskoczona i jestem bardzo wdzięczna, że ktoś mnie w ten sposób docenił. Samo sędziowanie nie było takie ciężkie, jak mi się wydawało, mam nadzieję, że to nie ostatni raz ,kiedy siedziałam po tamtej stronie sceny :>
Nagrody natomiast nie są nigdy dla mnie priorytetem, to niezdrowe i za dużo przy tym stresu. Kiedy tatuuję na konwencjach staram się zawsze pokazać z jak najlepszej strony, a kiedy dodatkowo uda mi się zgarnąć za moją pracę nagrodę – jestem przeszczęśliwa!

TATTOO-MAP: W ostatnim czasie zadziało się u Ciebie dużo ciekawych rzeczy, przede wszystkim spełniłaś chyba swoje marzenie, prawda? Mam tutaj oczywiście na myśli otwarcie łódzkiego studia Ładne Rzeczy Tattoo and Piercing. Jak odnajdujesz się w nowej sytuacji, jakie są Twoje odczucia związane z samodzielnym prowadzeniem studia? No i powiedz mi jeszcze, co teraz, do czego zamierzasz dążyć w następnej kolejności? 🙂

ALAKSANDRA KOZUBSKA: To może źle zabrzmi, ale to marzenie było dla mnie tak odległe i nieosiągalne w najbliższym czasie, że nigdy za bardzo się na nim nie skupiałam.
Decyzję o otwarciu studia podjęłam praktycznie z dnia na dzień, złożyło się na to kilka różnych wydarzeń. Chyba znów mogę tu mówić o farcie, to wszystko zadziało się tak szybko, że nawet nie miałam możliwości się nad tym dobrze zastanowić. Teraz, kiedy wracam pamięcią na kilka lat wstecz wydaje mi się to niemal niemożliwe. A jednak
? Studio działa od końca kwietnia, czyli bardzo krótko, jednak zdążyłam się już troszkę oswoić z nowym otoczeniem, co nie było wcale takie trudne, ponieważ wraz ze mną z poprzedniego miejsca pracy przeszła Basieńka, wspaniała piercerka i początkujący tatuator, moja zdolna uczennica i przyjaciółka jednocześnie :>
Ogólnie mówiąc jest cudownie, choć niełatwo, jednak co by się nie działo staram się myśleć pozytywnie, jestem wdzięczna losowi, że i tym razem się do mnie uśmiechnął. Dziękuję każdemu, kto miał okazję znaleźć się u mnie pod igłą, każdemu, kto służył mi dobrą radą, ale i tym, którzy starali się mnie zbić z tropu – nie dam się tak łatwo
? I Tobie Marysiu, że postanowiłaś napisać właśnie do mnie i umożliwić podzieleniem się kawałkiem swojego życia z innymi <3

W kolejnych miesiącach zamierzam ciężko pracować, po czym jechać na najdłuższy urlop ever ?!
Tak na poważnie, mam nadzieję odwiedzić jak najwięcej polskich i zagranicznych konwencji, zebrać u siebie w studio najlepszą ekipę i sprawić, żeby studio stało się jednym z bardziej cenionych miejsc na tatuażowej mapie Polski
?

 


 

All photo content was taken from Aleksandra Kozubska’s Social media:

Aleksandra Kozubska fanpage: https://www.facebook.com/olakozubska?fref=ts

Aleksandra Kozubska Instagram: https://www.instagram.com/kozubskaola/

Ładne Rzeczy Tattoo & Piercing : https://www.facebook.com/ladnerzeczytattoo/?fref=ts

Ładne Rzeczy Tattoo & Piercing Instagram: https://www.instagram.com/ladnerzeczy_tattoo/

About Maria Smigiel

The first time I set foot in a "tattoo studio", I was 15 years old. This is when my tattoo adventure begun. Fortunately, some time later, I met people to whom, I can confidently call true artists, even if my opinion of artists have been met with a rather large dose of skepticism, as I am strongly against calling just any tattooist an artist . What tattoos do I like the most? Those Good ones. Although I admit that my favourite style is neo-traditional and traditional. After holding the tattoo machine for the first time, I concluded that my first choice of history of art module at university was a much suited career path as apposed to a tattoo artist. For years, I have had the pleasure to surround myself with extremely talented people, not only those who are breaking the conventions, but also the negative stereotypes. These talented people have an incredible amount of knowledge to share. This brief explanation certainly does not reflect in full how truly talented and remarkable these People are, but it gives me the opportunity to introduce to you, those whom I admire before we get to know them a little better.